Opublikowano:

Leonid Rogozov, radziecki…

Leonid Rogozov, radziecki lekarz, wykonuje na sobie operację wycięcia wyrostka robaczkowego, 1961 rok

Podczas ekspedycji antarktycznej doznał zapalenia wyrostka, a jako że był jedynym lekarzem w ekipie postanowił zoperować się samodzielnie, oczywiście bez znieczulenia. Pomogło mu lustro i dwie osoby podające narzędzia chirurgiczne.

Po tym jak rozciął brzuch i zaczął przedostawać się przez wnętrzności do wyrostka stwierdził, że odwrócony lustrzany obraz jest zbyt dezorientujący aby pracować. Postanowił więc zdjąć rękawiczki i pracował orientując się głównie przez dotyk.

Tak później opisywał tą niesamowitą sytuację:

Otwierając otrzewną (membranę podszywającą jamę brzuszną i jamę miednicy) naciąłem jelito ślepe więc musiałem je zszyć. Robiłem się coraz słabszy, zaczynało mi się kręcić w głowie. Co cztery, pięć minut odpoczywałem przez 20-25 sekund

W końcu dotarłem do przeklętego wyrostka. Z przerażeniem stwierdziłem, że była na nim widoczna ciemna plama. Oznacza to, że następnego dnia wyrostek by pękł. Moje serce dosłownie stanęło, a ręce zrobiły się jak z gumy. Pomyślałem, że to wszystko mogło się źle skończyć, teraz natomiast pozostało jedynie usunięcie wyrostka

Od momentu otwarcia brzucha do jego zaszycia operacja trwała blisko dwie godziny. Rogozov powrócił do swoich obowiązków członka ekspedycji po dwóch tygodniach.”

źródło: ciekawe.org

#historiajednejfotografii #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #zdrowie #medycyna #lekarz #rosja

Opublikowano:

W Polsce jest 15 tys. aptek i…

W Polsce jest 15 tys. aptek i 26 tys. farmaceutów, którzy mają kwalifikacje, by włączać się w proces leczenia. Stanowią oni cenny zasób pozwalający zapewnić lepszą obsługę medyczną obywateli. Wykorzystanie ich wiedzy i umiejętności jest konieczne, tym bardziej że polskie społeczeństwo szybko się starzeje, a liczba aktywnych zawodowo lekarzy oraz pielęgniarek spada.

Po 2020 r. wiek emerytalny osiągnie liczne pokolenie tzw. wyżu powojennego, co z jednej strony uderzy w rynek pracy, a z drugiej – w system ochrony zdrowia i ubezpieczeń społecznych. Konsekwencje finansowe dla publicznego systemu ochrony zdrowia będą ogromne, gdyż wydatki NFZ na jedną osobę w wieku 65+ są trzykrotnie wyższe niż w przypadku młodszych osób.
Dlatego trzeba rozważyć inne sposoby zaspokojenia potrzeb zdrowotnych starzejącego się społeczeństwa – np. te związane z wprowadzeniem opieki farmaceutycznej.

#polska #gospodarka #zdrowie #medycyna #farmacja #

Opublikowano:

W zeszły wtorek pożegnałem…

W zeszły wtorek pożegnałem moją mamę. 2 lata temu prosiłem o wsparcie gdy szła na operację. Opiszę Wam tę historię, może komuś się przydadzą informacje lub ktoś będzie chciał o coś zapytać. W lipcu 2 lata temu, mama dowiedziała się o raku jelita grubego. Od tego momentu wszystko szło jak należy tzn: niebieska karta, wybór szpitala (uniwersytecki w Krakowie), naświetlania z chemią i w końcu sama operacja (listopad). W dzień wypisu mama źle się czułą, więc poszliśmy do ordynatora zapytać czy wszystko w porządku. Wezwał szefa piętra, który zapewnił nas, że mamę wypisują w wyśmienitym stanie. Jak tak to ok. Na drugi dzień wieczorem wzywamy karetkę, noc mama przeleżała w miejscowym szpitalu. Rano badania i o 14tej informacja, że muszą operować bo coś się dzieje. Chcieliśmy mamę przewieźć do Krakowa, ale w telefonicznej rozmowie powiedzieli, że jej nie przyjmą, że trzeba rano przez przychodnię itd. Nasi lekarze powiedzieli, że do rana mama nie przeżyje. Operacja trwała prawie 3 godziny. Ropień, zapalenie otrzewnej, czyszczenie, nowa stomia i po operacji sepsa na intensywnej terapii. Masakra. Organizm wyłączył praktycznie wszystkie ważne organy. Na oiomie mama leżała prawie miesiąc, po wybudzeniu opowiadała jakie miała schizy w trakcie. Po przeniesieniu na oddział wewnętrzny – rehabilitacja i nauka chodzenia. Po operacji wycięcia nowotworu miała wrócić na dokończenie chemii lecz niestety zrobiła to dopiero pół roku później. W tym czasie jeszcze kilka razy leżała na wewnętrznym, gdyż przez zrosty na jelicie miała komplikacje z trawieniem. Po tych przejściach mama wróciła do Krakowa na chemię. Przy badaniu tomografem, niechcący zahaczono o płuca. Coś ich zaniepokoiło, więc drugie badanie dokładne i co? Drobno komórkowy rak płuc.Klika guzów nie do operacji. Decyzja chemia. Okazało się, że nie zbadali nowotworu jelita (jak to mówili: za mało raka w raku) więc dostawała słabszą chemię. Po całej serii kolejne badanie i niestety wszystko urosło. Kolejna decyzja: spróbujemy naświetlań. Po kilku seriach lekarz na Prokocimiu przerwał naświetlania bo nie dawały żadnej poprawy. Więc ładujemy ciężką chemię. Po dwóch seriach mama czuła się już bardzo źle. Do trzeciej jej nie zakwalifikowali i kazali jechać do szpitala im. Jana Pawła II i powiedzieć, że mama źle się poczuła w drodze na chemię, bo oni nie mogą załatwić karetki bo procedury. W szpitalu na SORze zrobili jej USG i wyszło, że ma mało płynu w płucu, Po 8 godzinach szukania dla niej miejsca podjęliśmy decyzję, że wracamy do domu. Na drugi dzień pojechaliśmy do miejscowego szpitala. Na badaniu USG mama chciała się położyć (do tej pory w tej pozycji miała badania) a lekarz kazał jej siedzieć. Nagle zonk bo w płucu było ponad 1,5 litra wody. Od dłuższego czasu miała tętno ok 140 a po ściągnięciu spadło do 90. Od tamtej pory traciła już siły, do chemii się nie bardzo nadawała. Byliśmy nawet na konsultacji w Nowym Sączu gdzie lekarz z Kielc rozkręcił bardzo dobry oddział onkologii, dowiedzieliśmy się co dalej robić, ale nie było szans na dostanie się do tego szpitala. Po powrocie mama przestała praktycznie chodzić i zaczęła mieć kłopoty z mową. Zapytałem wujka Google o taki problem i wyskoczyło mi, że może to być polineuropatia po chemii. Pani doktor z Krakowa odrzuciła tę teorię i zasugerowała mały udar. Znajoma neurolog zleciła rezonans mózgu. I kolejny zonk: przerzut raka. Guz. Na drugi dzień byliśmy już na Neurologii w Kielcach. Lekarze podjęli decyzję o usunięciu guza bo miał ładny kształt i był usadowiony w łatwym do usunięcia miejscu. Po operacji mama czułą się w miarę ok. Po kilku dniach lekarze zasugerowali przeniesienie mamy do szpitala w Czerwonej Górze by zrobić „talkowanie” płuca, żeby nie zbierała się woda. W dzień przenosin mama już czuła się źle, w nowym szpitalu siedzieliśmy przy niej do wieczora, na noc ją uśpili. Rano tata zadzwonił, że chyba jest lepiej bo zjadła śniadanie. Mimo to pojechaliśmy z siostrą do niej i okazało się, że czekała na nas bo po 10 minutach od przyjazdu zmarła. W sumie wiedziałem, że kiedyś to nastąpi i od początku choroby mówiłem sobie, że muszę zrobić wszystko by nie umierała sama i na szczęście się udało. Był piątek 9 sierpnia. Po weekendzie kremacja i we wtorek pogrzeb. Od dowiedzenia się o chorobie minęło dokładnie 2 lata. Lekarze twierdzą, że rakiem pierwotnym był rak jelita grubego, reszta to przerzuty, ja myślę, że rak płuc był drugim pierwotnym a jelito było wyleczone. No ale to gdybanie tylko. Mama miała 70 lat. Trochę za mało. Myślę, że spokojnie kilkanaście lat temu mogła zrobić kolonoskopię, tym bardziej, że jej mama też miała tego raka. Ja mam dziś 45 i w najbliższym czasie czeka mnie ta przygoda. Reasumując: ciężko jest po jej śmierci bo miałem z nią naprawdę wspaniały kontakt, była zajebistą babcią dla moich dziewczyn. Badajcie się mirki bo warto wcześniej wykryć jakieś nieprawidłowości. I miejcie kontakt z rodzicami bo nigdy nie wiadomo kiedy odejdą.
#rak #nowotwory #zdrowie #mama #choroby #zalesie #sluzbazdrowia

Opublikowano:

Mam niezły ubaw z tego całego…

Mam niezły ubaw z tego całego prawackiego ścieku twierdzącego, że edukacja seksualna to zło a dzieci się nie masturbują…

Ja pierdole, zanim coś powiecie albo będzie powtarzać bzdury rozpowiadane przez wasze autorytety typu Marcin Rola, Różalski czy inni idioci – błagam, poczytajcie…

Tak – prawaczki, przeciętne dziecko „dotyka się” i poznaje swoje ciało już ok. pierwszego roku życia. Mało tego, nieświadomie czerpiąc z tego przyjemność. I tego swoimi wylewami nie przeskoczycie.

Fakt, że ów dokument WHO budzi takie kontrowersje to tylko i wyłącznie objaw zacofania polskiego społeczeństwa i ślepej wiary w „autorytet kościoła”.

Już dla dzieci od 0-4 roku życia WHO zaleca program dotyczący radości i przyjemności z „dotykania własnego ciała”. Dzieci mają dowiedzieć się o masturbacji oraz o tym, że „koncepcje rodziny” mogą być „różne”. Taka samo jak „różne” mogą być związki.
link

Ich nie trzeba tego uczyć – one same to wiedzą w toku prawidłowego rozwoju.

pokaż spoiler Czyż nie mam racji @artpop ?

#seksualnosc #dzieci #who #bekazprawakow #bekazpisu #polska #zdrowie #psychologia #japierdole #masturbacja #lgbt #edukacjaseksualna

Opublikowano:

Kumpel z roboty mdlał od bólu…

Kumpel z roboty mdlał od bólu nerki – pewnie kamica nerkowa. Blady jak ściana, nie miał siły wstać na nogi, ostatecznie leżał na podłodze i coś majaczył… Zadzwoniłem po pogotowie, biorąc pod uwagę, że z najbliższego szpitala są trzy kilometry – nie dojechało w 40 minut.

W 10 minut przyjechał ambulans z prywatnej firmy w której chłopak miał abonament. Dla dyspozytora człowiek mdlejący z bólu, blady jak ściana to nie powód żeby dojechać na sygnale w porannych korkach w mordorze 😐

Cyrk 🙁

#pogotowieratunkowe #999 #pracbaza #praca #zdrowie #medycyna #ratownictwomedyczne

Opublikowano:

Lekarze: Cyberuzależnienie to ciężka choroba psychiczna

Smartfony, tablety, komputery – najpierw bajki, piosenki, potem gry. Zanim dziecko dobrze zacznie chodzić i mówić, staje się stałym bywalcem sieci, bez której – jak się szybko okazuje – nie potrafi żyć. WHO: coraz więcej dzieci cierpi na cyberuzależnienie, uznane za ciężką chorobę psychiczną

Opublikowano:

TL:DR Historia jak w…

TL:DR Historia jak w dorosłości się pogubiłem, opamiętałem, i powoli wychodzę z przegrywu.

Cztery lata temu, to był 2015 rok. 20 lvl. Sobie zapaliłem wheedu po raz pierwszy w życiu. Jako że byłem tak spierdolony, że wszystko co najlepsze mnie ominęło, to poznałem to dopiero wtedy. Zajebiście było, zakochałem się w tym wtedy. Wiecie, a jak jeszcze macie kumpla dobrego, też przegrywa, co z Wami pali, to już w ogóle. Się mi to spodobało i kopciliśmy, wkręty po tym były niesamowite, jakbym znowu był dzieciakiem, co się niczym nie musi przejmować. Serio, kurwa jak ja się wtedy w tym zakochałem, to nie chcę mi się wierzyć teraz, mówiłem sobie „Jak to mogło mnie ominąć?”

Historia skończyła się… Wiadomo, jak się skończyła. Niecałe 2 lata później nakurwiałem weed i browary
nontoper, do tego jeszcze chuj wie co, jakieś gówna typu maczany próbowałem, kwasy, i nie wiem co jeszcze, popierdoliło mi się w głowie totalnie. W dupie miałem wszystko, gównorobota u janusza 6 dni w tygodniu(też ją miałem w dupie, wypity se przychodziłem), gównozarobki, rozczarowanie dorosłością, zjebane dzieciństwo i okres nastoletni. Nie mogłem się kompletnie odnaleźć. Uciekałem od tego odurzając się. Potem to już nawet odszedłem z roboty(normalnie, nie że mnie zwolnili, dobrze się ukrywałem, ale i tak coś podejrzewali), jebany januszex, ale w dupie miałem, żeby nową znaleźć, wziąłem i chodziłem se dorobić na czarno, żeby mieć za co chlać, ćpać. A mój stary pijany jeszcze mnie pouczać próbował, „synek nie pij tak tego piwa!”, heh hipokryta… W sumie, jaki ojciec, taki syn…

Skończyło się na tym, że się dowiedziała rodzina, musiałem się opamiętać, bo mnie sumienie ruszyło. Pierwsza stresująca sytuacja doprowadziła do tego, że psycha wysiadła, trafiłem do psychiatryka, kontakt z psychologami, psychiatrami. Zdiagnozowali mi osobowość unikająca, potem terapia uzależnień i jakoś dawalem radę, ale nadal brak dobrej pracy i ogólnie nie widziałem przyszłości kompletnie (epizod depresji spowodowany brakiem używek, to jest kurwa męczarnia, nic nie cieszy, wszystko chuj, będzie dobrze, ale jak se wypijesz i zapalisz)

No i po 6 miechach takiego dupościsku wziąłem i jebłem tym wszystkim, wgl terapia. Siedzisz w wieku 23 lat, gdzie nie masz nikogo, z kim mógłbyś się utożsamić, sami starsi ludzie, którzy mają za sobą picie po kilkanaście/dziesiąt lat. Wgl, to twój główny problem, czyli spierdolenie jest nieważny, nieważne dlaczego, z jakich powodów, nie możesz i koniec, żyj w trzeźwości, jakby nic się nie stało hehe xD, a jak zapijesz to po tobie. Potem jak miałem nawrót, chcieli mnie wyjebać do rocznego ośrodka dla narkusów. No kurwa najlepiej, dać gościa, co się chwilowo w życiu pogubił, do ludzi kompletnie zniszczonych przez lata grzania, sry, ale to by było najgorsze, co mogłoby mnie spotkać(teraz tak myślę).

Jebłem tym wszystkim, sobie nawalałem już na grubo weed, browary, benzo, zacząłem nawet z kodeiną, ostrożnie, ale wiadomo, z tym już nie ma żartów (7 razy, ostatni raz gdzieś 1.5 roku temu). W końcu serce mi dokopało. Tętno spadało do 45 uderzeń na minutę w stanie spoczynku, dwa razy zasłabłem.

Wtedy coś pękło we mnie. Albo rzucam ten syf, albo będzie po mnie. Zerwałem ze wszystkim. Pół roku dochodziłem do siebie, odnowiłem kontakt z dobrym kumplem, co się znamy od 4 lvla. Zapisałem się na lekcje śpiewu, wziąłem zacząłem rozwijać swoją pasję, nie straciłem pracy, w której do dziś jestem i jest całkiem dobrze. Teraz jeszcze ruszę na siłkę, na którą kiedyś chodziłem, ale już z impetem. No i od tamtej pory, gdzie powiedziałem dość, ponad miesiąc przerwy od wszystkiego, potem tylko alko okazyjnie, że nie mam z kim, to często sobie sam wypije I jest tylko dodatkiem, nie priorytetem.

Nadal przegryw, ale było gorzej, teraz jestem na dobrej drodze. Browary sobie pije, ale po lekku.

#przegryw #spierdolenie #truestory #takaprawda #alkoholizm #narkotykizawszespoko #starypijany #psychologia #pracbaza #zdrowie #wychodzimyzprzegrywu

Opublikowano:

Czy powinienem iść do…

Czy powinienem iść do lekarza?
Puścić totka?
Czy nic nie robić?
Abi od 2 dni dziwnie się zachowuje, otóż nie opuszcza mnie na krok i ciągle leży mi na brzuchu.
Nigdy tak nie robiła. Zakłopotanie ¯(ツ)/¯

#zdrowie #zwierzeta #psy